R.I.P Eva Ekvall

wtorek, 20 grudnia 2011


CZEŚĆ KOCHANI! Szalenie Was przepraszam za nieobecność na blogu. Nie mogłam ostatnio zebrać swoich myśli i napisać coś z sensem. Dziękuje za wszystkie komentarze - przepraszam za te, na które jeszcze nie odpisałam! Zrobię to po dodaniu notki; mam taką nadzieję. Oby sen mnie nie zmógł. 

Właśnie słucham last.fm i z nudów weszłam na kozaczka.pl
Moją uwagę przyciągnął artykuł o młodej, bo dopiero 28-letniej modelce Evie Ekvall. Bez bicia przyznam, że nie interesuję się modelkami i pewnie nie przeczytałabym tego postu, gdyby nie fakt, że Eva umarła na raka piersi. Chociaż pokrótce chciałam poruszyć ten temat. Specjalistką od medycyny nie jestem, jednak nie trzeba posiadać wyższego wykształcenia, aby wiedzieć, że chore osoby trzeba wspierać. Ponad to, w dzisiejszej notce chcę przytoczyć własne doświadczenie... To tak w skrócie. Jak zwykle notka jest o wielu rzeczach na raz. Ughr, chyba nie potrafię skupić się TYLKO na jednej rzeczy; muszę przytaczać też inne. 

Wiele kobiet choruje na raka piersi. Kilka lat temu moja ciocia padła ofiarą tejże choroby, ale na szczęście już dochodzi do siebie. Miała operację, usunęli jej pierś. Wygrała z chorobą, za co jestem wdzięczna, mimo iż nigdy za ciocią W. nie przepadałam. Nie wyobrażam sobie nie dostać od niej na święta Bożego Narodzenia kartki z krótkimi życzeniami. Ciocia co roku wysyła kartki; brakowałoby mi ich. 

Zastanawiam się, dlaczego niektóre osoby odtrącają chorych, zamiast ich wesprzeć. Stroimy miny patrząc na kobietę z jedną piersią i prawie łysą głową, bo wygląda inaczej. Choroba to nie powód do kpin! Jakakolwiek choroba. Nawet jak człowiek, prymitywnie mówiąc, osika się i osra. Nie, z takich osób nie można żartować. Takiej osobie należy pomóc, a nie wyśmiewać. Powinniśmy podziwiać tych, którzy mimo wszystko walczą, bo mają po co walczyć, chcą wygrać z chorobą i żyć dalej pomimo wszelkich przeciwności losu. 

Ponad 2 lata poddałam się skomplikowanej operacji kolana. Nie wolno mi uprawiać żadnego sportu, poza... Szachami, bilardem itp; takimi sportami, które nie wymagają wielkiego wysiłku. Nie mogę za szybko chodzić, bo czuję uporczywy ból, a i ignorować go nie powinnam (co niestety czasami zdarza mi się robić). Operacja to nie to samo co choroba - doskonale o tym wiem. Mój punkt jest w ogóle inny - do dzisiaj wiele osób nie wierzy w to, że miałam operację, pomimo pokazanych blizn oraz wypisu ze szpitala. Uważają, że to nic takiego, bo skoro chodzę to nie może być tak źle. Owszem, źle nie jest, ale było bardzo źle. Ortopeda powiedział mi, że jeszcze jeden upadek, a mogłabym wylądować na wózku inwalidzkim. Ciekawe czy moim "znajomym" byłoby wtedy do śmiechu. Do dzisiaj wielu z nich  uważa, że symuluję, kiedy mnie naprawdę boli. Wiedzą, że moje lewe kolano to taka moja "słabość" i starają się to wykorzystać. Tutaj przytoczę ocenzurowany cytat pana D. "ch*j mnie obchodzi, że miałaś operację, wkur*isz mnie to będę kopał w to kolano." Milutki, czyż nie? Nie szukam tutaj współczucia. Na moim własnym przykładzie jedynie pokazuję jacy ludzie potrafią  być podli.

Nie wiem czy to stereotyp, czy ludzie tak bardzo zmieniają się za granicą, że w głowie im tylko  kolejne imprezy i chlanie. Znajomi wiedzą, że mam problemy z sercem, a jednak - podsuwają mi pod nos narkotyki, a na słowa "nie mogę, serce", wzruszają ramionami. Są lekkomyślni, a ja na szczęście mam głowę na karku i nie ulegam ich namowom. Życie mi dość miłe. 

Wracając do głównego tematu. Rak to straszna choroba. Wielu ludzi poddaje się, bo nie mają wsparcia ze strony bliskich osób bądź kosztów na leczenie. Jeśli ktoś z Waszej rodziny jest chory - nie zostawiajcie go. Bądźcie przy nim. Nadopiekuńczość boli niejednego, więc nie sprzeczajcie się, kiedy dana osoba powie "mogę zrobić to sama". Skoro może, pozwólmy jej na to. Bądźmy przy niej sercem i pomocnym ramieniem w razie potrzeby. To nie ujma na honorze iść do kościoła i pomodlić się w intencji chorego dziadka bądź wujka. Nie. Modlitwą pokazujemy im, że są dla nas ważni i chcemy dla nich jak najlepiej. 

Niejedna gwiazda umarła na raka bądź na inną poważną chorobę. Chociażby Eva Ekvall, która nie ukrywała się ze swoją chorobą. Nie możemy się tego wstydzić; musimy to zaakceptować. Wiadomo, że zawsze jest ciężko, szczególnie chorym dzieciom, ale sądzę że jeśli ludzie zauważą, że akceptujesz tę chorobę, przestaną dokuczać - o ile oczywiście to robią! We wszystkim chodzi o zaakceptowanie siebie. Swoich słabości, które z czasem będziemy mieć siłę przemienić w siłę. Zagryźmy zęby i powiedzmy sobie "nie, to raczysko mnie nie zabierze na drugi brzeg morza!"
Ekvall napisała książkę o swojej walce z nowotworem. Kozaczek.pl mówi mi, że "Ekvall nie kryła swej choroby. O swej walce z nowotworem napisała książkę, która ma nakłonić inne kobiety do profilaktyki i regularnych badań piersi. Pozwoliła się sfotografować również po chemioterapii, gdy nie wyglądała już jak dawna piękność, która walczyła o koronę najpiękniejszej. "

Mam nadzieję, że owa książka będzie przełożona na język angielski. Z chęcią ją przeczytam i pewnie nie raz zapłaczę. Ostatnimi czasy ludzka krzywda nie jest mi obojętna. Chyba ten blog tutaj maczał palce.. Stałam się bardziej wrażliwa, ale też i silniejsza. Pan D. o którym już wspomniałam wcześniej, ostatnio spytał się "Po co dodajesz to śmieszne linki na fejsa?", na co ja odparłam "To nie są śmieszne linki, a linki do petycji, które podpisałam i w jakiś sposób chciałabym wypromować. Takie rzeczy są dla mnie ważne, nawet bardzo. Jedna petycja, a może coś zmienić, a mi zależy na zmianie tego świata." D. nie odpowiedział na moje słowa. Szczerze mówią - chłopak jest pusty.  

Eva chciała namówić wiele osób do badań piersi. Na zimne lepiej dmuchać, poświęcić chwilę i zrobić owe badania. Kto wie? Może w ten właśnie sposób uratujemy samych siebie? Im szybciej lekarze wykryją raka tym lepiej. 

Za jakiekolwiek błędy przepraszam - oczy mi już same opadają i nie mam siły ich sprawdzać. Wasze komentarze zostają nietknięte do środkowego południa bądź wieczora. Jutro czeka mnie boski dzień latania po mieście i załatwiania przeróżnych spraw. Muszę poszukać prezentu dla mamy i wysłać kartkę dla taty i brata. Cóż, miałam to zrobić znacznie wcześniej - leń zrobił swoje. 

Na koniec chciałam wkleić baner akcji, którą od jakiegoś czasu wspieram. To kolejny "klikacz", tak więc zapraszam do klikania! 
The Breast Cancer Site

9 komentarze:

BRAIN FOR SALE pisze...

Wiesz, ludzie często rezygnują ze wsparcia z bezsilności, z poczucia beznadziei i tego, że mało mogą zrobić.
Jesteśmy ludźmi, fakt faktem powinniśmy bardziej dostrzegać cierpienie ludzkie i w nim uczestniczyć, ale to też bardzo ciężkie. Ludzie wierzą, że uda im się coś zmienić, że można i że trzeba, kiedy idziesz do psychologa oczekujesz pomocy. Niestety, czasem zdarza się tak, ze mowi "niech P. wybaczy, ale nie moge pani pomoc, musi pani zmienic terapeute". Cierpienie jest na tyle przygniatajace, ze trudno jej znosic, dla obydwu stron to meczarnia i przede wszystkim walka, by pozostac i trwac tak w beznadziei, wiec nie starajmy sie patrzec na to jednostronnie.

Zawsze kij ma dwa końce, żeby coś zrozumieć, trzeba probowac wniknac w strukture obydwu tych koncow. Gdyz niezmiernie latwo jest oceniac bez doglebnego sprawdzenia i zweryfikowania.

Czy istnieje rasizm kulturowy?
pewnie, ze istnieje. Innosci zawsze bedzie sie przypisywalo jakies niechlubne cechy, nie lubimy tego co innego, wiec probujemy to negowac. Mamy wyobrazenia i lubimy sie nimi otaczac, bo sa bezpiecznie ;)

btw. jak dodajesz te banery pod notka? sama chcialabym je dodac odosnie pustej miski i wspierania raka szyjki macicy a kompletnie nie wiem jak.

pozdrawiam :*

Inna od innych pisze...

Wspieram walkę z rakiem ;)
A dziękuję, dziękuję. Wzajemnie życzę Wesołych świąt, choć moje będą jedne z najgorszych w tym roku :(
O tak, zapach jabłek, o kolorku zielonym to cuda ! :)

Maleńka ♥ pisze...

Fakt, zawsze lepiej mieć tą pewność :)

Letasha pisze...

Ludzie potrafią niestety pokazać swoją zwierzęcą stronę, wydaje mi się, że nie umiemy postawić się po czyjejś stronie, to nienormalne. Przykro mi patrzeć na ludzi, którzy są chorzy, dlatego często spuszczam wzrok, nie dlatego, że mnie obrzydzają, nie umiem im pomóc i to mnie boli...
Jesteś wspaniałą osobą, piszesz niezwykłe rzeczy... Piękne, rzeczywiste.

BRAIN FOR SALE pisze...

Twoja idea jest bardzo szlachetna, bardzo prawdziwa i autentyczna, ale niestety niemożliwa do zrealizowana.

Piszesz "powinniśmy" dać radę, powinniśmy wiele rzeczy, ale wiele rzeczy zwyczajnie nie potrafimy. Między tym co powinnam, jest jeszcze to, czego nie mogę i nie potrafię, jest jeszcze cala gama szarości i struktury.

Piszesz o świecie idealnym, bez wad, ale żyjemy między ludźmi ktorzy je posiadają, tolerancja to szersze pojęcie niż tylko obrona słabszych i mniejszości. To mentalność i korzenie, korzenie które często wrosły tak krzywo, że nie da się ich już wyprostować.

Każdy "powinien" żyć tak jak chcę, ale to od niego zależy czy będzie zyl tak jak powinien czy tak jak inni tego chcą i to jest wlasnie to, ze tolerancja i determinacja bronia się same :)

eaiieful pisze...

Moja ciocia miała już dwa raki, za każdym razem pokazała na ile ją stać. Powiem jedno - ta kobieta ma jaja.
A do osób, które mówią takie rzeczy, to po prostu są egoistami, bez serca, którym w głowie tylko pustka.. Aż mi takich osób żal, a również spotykam się z nimi na co dzień.. Kiedy zapomniałam inhalatora, bo mam astmę, powiedziałam do koleżanki " Hej, możesz powiedzieć nauczycielce, że ja się spóźnię, bo muszę pójść po inhalator? " ona odpowiedziała, że może, oczywiście. A potem osoby z klasy mówiły mi, że ona powiedziała, że ja uciekłam. Zawiodłam się na niej strasznie, no ale oczywiście zapytałam dlaczego to zrobiła, a ona, że nie wierzy mi w ogóle że mam astmę, a nawet jeśli to ma to w dupie, i pewnie poszłam po coś innego... Tak.. lepiej zostać na lekcji i się udusić... Ach..

Inna od innych pisze...

Aleja byłam, że tak powiem " Córeczką tatusia ". Ja nie umiem mu spojrzeć w oczy, był na wigilii i w pierwszy dzień świąt, bo to było robione u jego mamy, ale o 13 w pierwszy dzień świąt pojechał do niej, dopiero dziś wrócił. Najgorsze jest to, że ona rozbiławiele małżeństw, taka szmat..a. Ona go skrzywdzi, po rozwodzie moich rodziców, mało tego, boli mnie to, że nie będzie go na moim bierzmowaniu, a jego kolega z pracy będzie, gdyż ma być moim świadkiem :(:( Co ja mam robić?

Inna od innych pisze...

Ale on tego nie rozumie, kocha ją...

eaiieful pisze...

Wiem, ta kobieta to najsilniejsza kobieta jaką znam. Podziwiam ją i to strasznie! Ma dużo szczęścia i wielkie serce do walki.//
To najgorsze co może być. To, że już sama Twoja 'przyjaciółka' Ci nie ufa, okropieństwo. Właśnie ostatnio straciłam moją przyjaciółkę,bo nie miała dla mnie czasu, wolała siedzieć w domu, i wymyślać, że jest chora, jedzie do cioci itp.,nic nie mówiła mi o swoim życiu - prosto mówiąc miała mnie w dupie, lecz są tego plusy - zakolegowałam się ze świetną dziewczyną, z którą znalazłam wspólny język :)) Pozdrawiam gorąco :*

 
Ulepek ze wszystkiego i niczego - by Templates para novo blogger